1 gru 2013

Pyszne Niedzisie - czyli łatwa słodka tarta

Chwila wytchnienia gdy mały jest na rękach Taty. Na cały obiad  nie ma czasu ale ciastka przecież same się pieką. Ciasto zrobione wcześniej i pomrożone, idealne dla młodej mamy :)

 Pyszne Niedzisie nazwa by siostry Mokobodzkie :)


składniki na 12 tarteletek :
Ciasto kruche :
-300 gram mąki
-100 gram masła
-100 gram serka homogenizowanego naturalnego
-1 jajko
-szczypta soli
-2 łyżki cukru pudru
-łyżeczka skórki z cytryny
-łyżka soku z cytryny

Nadzienie czekoladowe:
-200 gram gożkiej czekolady
-50 gram margaryny kasia lub masła
-2 białka z jajka i
-łyżka mąki tortowej
-2 łyżki cukru i cynamonu

Słodki kapturek:
6 żółtek
24 łyżeczki cukru

Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy zimne masło i siekamy i mieszamy nożem, jak najkrócej uzyskując konsystencje bułki tartej. Dodajemy resztę składników i delikatnie zagniatamy do uzyskania jednolitego błyszczącego ciasta. Formujemy w spłaszczony krążek i zawijamy w folie spożywczą po czym wkładamy do lodówki na co najmniej godzinę. Wyciągamy ciasto i rozwałkowujemy na około 5mm, wykładamy nim blachę, całość mocno nakłuwamy.

Czekoladę z masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej . Dodajemy cukier i mieszamy . Po przestudzeni dodajemy mąkę i roztrzepane 2 białka ,całość energicznie mieszamy do jednolitej masy. Napełniamy do połowy foremki z ciastem.

Z żółtek i cukru ucieramy kogel mogel do białości. Przykrywamy nim dokładnie warstwę czekolady.
Ciastka wkładamy do piekarnika grzejącego tylko z dołu najlepiej  termoobiegiem. Na około 25 minut aż brzegi ciasta zrumienią się. Pilnujemy by wierzch się nie przypalił  w trakcie ze środka może wypływać trochę żółtka. Podajemy gorące :)



29 lis 2013

Piernikowe bąbeklowe babeczki


Piernikowe babeczki z białej czekolady

Są bardzo aromatyczne super delikatne i lżejsze od standardowych muffinek czy babeczek, przygotowanie ich to tylko kilka chwil.


Składniki na 12 szt:

150 gram białej czekolady
75 gram margaryny
3 łyżki mąki tortowej
5 jajek M
1/2 szklanki cókru najlepiej brązowego
1 łyżeczka miodu najlepiej gryczany
proszek do pieczenia 1/2 łyżeczki

Mieszanka przypraw:
-cynamon 4 łyżki
-kardamon 5 strąków zmielone
-goździki mielone 1/2 łyżeczki
-ziele angielskie zmielone 1/2 łyżeczki
-imbir mielony 1 łyżeczka

Jajka z cukrem i miodem miksujemy mikserem, (najlepiej z trzepaczką) w głębokiej misce, do uzyskania jednolitego koloru i masy bąbelków, jakieś 2 minuty.

Piekarnik rozgrzewamy do 190 C 

Czekoladę kruszymy na małe kawałki, roztapiamy z masłem w kąpieli wodnej ciągle mieszając do uzyskania kremowej  bardzo jednolitej masy (o temperaturze 50 C) odstawiamy do przestygnięcia.

Do jajek dodajemy przyprawy czekoladową masę i mąkę. Wszystko miksujemy na wysokich obrotach tak długo aż pozbędziemy się grudek mąki. Dodajemy proszek do pieczenia i miksujemy ponownie.

Rzadką masę nalewamy do sylikonowych foremek na mufinki z dużej wysokości tak by w cieście znalazło się jak najwięcej powietrza. Pieczemy około 15 minut z termoobiegiem. Czas może delikatnie się różnic babeczki powinny być ciemno brązowe.




21 sie 2013

Indyjski torcik marchewkowy

No i musiało się stać, mały kryzys w kuchni który przerobiłam po swojemu, czyli ulubioną drogą po Indyjsku :D

Młode marchewki są wspaniałe, soczyste i chrupiące, jako że sezon w pełni zaczęłam się nimi zajadać. Najpierw była odważna Chałwa z Marchewki, następnie postanowiłam przygotować po raz pierwszy ciasto marchewkowe. Miałam okazje jeść takie i bardzo mi smakowało, raczej do deserów podchodzę sceptycznie bo nie mam w nich wprawy.

Nie zwróciłam uwagi iż przepis na ciasto kończy się ,, przełożyć do małej foremki'' i to naprawdę małej, bo ciasta wyszło mi niewiele. Zamiast planowego okrągłego, przelałam je do foremki na chleb i zaklinałam żeby wyrosło. Cóż zdecydowanie nie był to zakalec, wyrosło na tyle na ile mogło z takiej ilości. Ja chciałam się zapaść pod ziemię, bo zamiast wymarzonego ciasta przypominało to placek. Po analizie proporcji widelczyka do ciasta na zdjęciu uznałam że takie właśnie miało być :D

Mąż na pocieszenie zaproponował żebym z reszty marchewki zrobiła chałwę, którą strasznie polubił i podała ją zamiast. I tu narodził się mój niecny plan na torcik :D

 

Indyjski torcik marchewkowy

 Ciasto:
-2 jaja
-200 g brązowego cukru
-150 ml oleju roślinnego
-200 g drobno startej marchewki
-50 g posiekanych orzechów nerkowca
-200 g mąki
-1 łyżeczka  cynamonu
-1 łyżeczka soli
-1 łyżeczka proszku do pieczenia 

Masa Chałwowa-Marchewkowa:
-170 gramy marchewki
-150 ml mleka
-15 gram masła klarowanego
-15 gram  migdałów
-15 gram rodzynek 
-40 gram cukru pudru
-1/4 łyżeczki nasion kardamonu zmielonych


Krem: 
- 300 ml jogurtu bałkańskiego lub innego typu ,,grecki''
- płaska łyżeczka mąka pszennej 450
- 2 łyżki amchoor (sproszkowane mango)
- 2 łyżki cukru pudru

Chałwa 
Migdały rozkruszyć w moździerzu na duże kawałki, nasiona kardamonu zmielić na proszek, lub użyć gotowego proszku.

Marchewkę obrać i zetrzeć na małych oczkach, na patelnie wlać mleko i wrzucić marchew. Gotować do miękkości na małym ogniu,  do odparowania mleka ciągle mieszając około 10 minut. Następnie dodać masło i smażyć około 8 minut aż  marchew zacznie się rumienić i przypiekać. Wsypać cukier i ciągle mieszając odparować wilgoć, po około 8 minutach gdy marchewka stanie się sucha wsypać migdały rodzynki i kardamon smażyć 3 minuty.

Krem: Wszystkie składniki miksujemy razem na jednolitą masę, odstawiamy w chłodne miejsce.

Ciasto
Ubić całe jajka do podwojenia objętości. Dodać cukier i dalej ubijać aż masa będzie gładka i puszysta około 5 minut. Na wysokich obrotach, dolać ciągłym, cieniutkim strumieniem olej. Następnie dodać marchewkę i orzechy, delikatnie mieszając.
Dodać mąkę najlepiej przesianą, cynamon,  proszek do pieczenia i sól. Przełożyć do małej formy, na przykład 25 x 10 cm, wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekarnik rozgrzać do 150 stopni. Piec przez około1 godzinę, tak by wbita wykałaczka po wyciągnięciu byłą sucha .

Porządnie wystudzone ciasto przekroić poziomo na 2 części. Ułożyć grubą warstwę marchewkowej chałwy, posmarować odrobina kremu i przykryć górną warstwą. Wierzch dekoruje gruba warstwą kremu. Całość ląduje w lodówce na co najmniej 20 minut.



19 sie 2013

Chińska Gąska


Czasem najbliższy rzeźnik zaskakuje mnie produktami z gęsi lub kaczki, tym razem skusiłam się na skrzydełka, miały być na grilla ale ostatecznie kręcił się na ruszcie w piekarniku. 

Chińska Gąska

 

Składniki:
4 sztuki skrzydełek z gęsi

Marynata :
2 łyżeczki oleju sezamowego
2 łyżki sosu sojowy ciemnego
50 ml octu ryżowego ciemnego

Przybranie :
1/2 małej kapusty pekińskiej
1 garść wodorostów photai nitki
2 pęczki szczypiorku
1 mała marchewka
3 cm imbir świeżego
2 łyżki olej sezamowego
3 łyżki sos sojowego jasnego
3 łyżki octu ryżowego ciemnego


Skrzydełka myjemy i osuszamy, wkładamy do płaskiego naczynia, zalewamy składnikami marynaty i dokładnie mieszamy. Zostawiamy pod przykryciem na całą noc. Piekarnik rozgrzewamy do 200 C, skrzydełka układamy na kratce lub nabijamy na obrotowy ruszt, pod spotem układamy blachę wyłożoną papierem na spływający tłuszcz. Pieczemy do zrumienienia około 15 minut.

Wodorosty zalewamy wrzątkiem w małym garnczku, gotujemy 5 minut do zmięknięcia. Kapustę drobno szatkujemy, przekładamy do miski, dodajemy pocięty drobno szczypiorek. Obieramy imbir oraz marchewkę i kroimy w malutką kostkę dodajemy do kapusty. Wodorosty odcedzamy i tniemy na mniejsze odcinki, dodajemy do reszty składników, zalewamy olejem octem i sosem sojowym. Dokładnie mieszamy.

Skrzydełka podajemy wraz z przybraniem np. do ryżu lub pure z ziemniaków z odrobiną wasabi.

13 sie 2013

Ekspresowe Bułeczki

Jeśli lubicie proste i szybkie przepisy to ten was oczaruje, wypiek pieczywa to wydawało by się skomplikowana i czasochłonna sprawa. Ale łamiąc parę zasad, można zaserwować na śniadanie do łózka, ukochanej osobie aromatyczne chrupiące bułeczki i włoską nutą. Pamiętajcie że ten sposób nie jest idealny do innych wypieków. I głownie pisze go dla osób z poranny ADHD jak ja :D

  Składniki 8 szt:
-250 gram mąki pszennej 650
-4 łyżki mąki żytniej razowej 2000
- 200 gram sereka homogenizowanego naturalnego
- łyżka drożdży świeżych
- 100 ml wody
- szczypta soli
- 1/2 łyżeczki cukru
- pomidory suszone be zalewy
- oliwki po grecku 

 -aluminiowa forma do muffinek
 -polecam nabyć taką oto przesiewaczke, ta jest z miarką co jeszcze ułatwia


Mąkę pszenną przesiewamy do miski dodajemy mąkę razową (głownie do smaku, jeśli jesteśmy bardzo leniwi, i nie mamy takiej mąki, przepis uda się przy użyciu zwykłej mąki pszennej od 500 do 750) jeśli nie mamy czasu na przesianie, wystarczy kilkukrotnie energicznie podrzucić mąkę w misce by lepiej się napowietrzyła. Dodajemy serek lub jogurt naturalny.

W połowie ciepłej wody mieszając rozpuszczamy drożdże, łączymy z cukrem, solą i  dolewamy do mąki. Całość mieszamy i wyrabiamy, jeśli masa jest za sucha dolewamy jeszcze wodę, jeśli zbyt lepkie odrobinę mąki. Gdy ciasto zacznie robić się jednolite dodajemy pocięte w paseczki pomidory (ja robię to nożyczkami kuchennymi) oraz obrane z pestek  kawałki oliwek. Możemy pominąć te dodatki i wsypać pół płaskiej łyżeczki soli.
   
Wyrabiamy jeszcze minutę by dobrze wgnieść
dodatki, ciasto powinno być gładkie i odchodzić od rąk. Dzielimy je na 8 kulek które wkładamy do formy do muffinek, środkową formę wypełniamy wodą.


Blachę wkładamy do ZIMNEGO piekarnika, nastawiamy na 200 stopni góra dół, a budzik na 25 minut. Możemy wrócić do łóżka i jeszcze chwilę pospać, po 25 minutach sprawdzamy czy nasze bułeczki są rumiane, jeśli tak to są już gotowe. Możemy im dać 5-10 minut jeśli jeszcze sie nie przypiekły.

O dziwo wyrosną nie będą zakalcowate i będą chrupiące. Do tego ulubiona kawa czy herbata, domowe masło, pasta z tuńczyka i inne smakołyki i już można budzić męża :)


7 sie 2013

Puszyste Masło i Maślanka


Kolejnym pomysłem zaczerpniętym z pokazu Termomix 'a było domowe masełko, już od dawna zabierałam się do jego produkcji, ponieważ uwielbiam smak prawdziwego masła, nie sądziłam że to aż tak proste. Cóż kolejna rzecz wykreślona z listy zakupów:)


Składniki na 170 gram masła i szklaneczkę maślanki :

- 400 ml śmietany 30 % (dobrej, bez zagęszczaczy )
- Ewentualnie szczypta soli

Kluczem do sukcesu jest dobre schłodzenie składników, jako że mój blender ma szklany pojemnik, wstawiłam go na chwile do lodówki. Następnie przelałam do niego dobrze schłodzoną śmietankę, można użyć też 30 i dodać odrobinę soli. Przy użyciu końcówki do ubijania, zaczęłam miksować, należy mieć trochę cierpliwości. Ale masełko pojawiło się po jakiś 7 minutach.

Następnie należy przelać przez drobne sitko wytrąconą maślankę, i w bardzo zimnej wodzie wypłukać masło, lekko wyciskając je łyżeczką tak by oddało nam całą maślankę. Można przełożyć je do tetrowej pieluchy i delikatnie odcisnąć opłukując zimną wodą :)

 Masło super się przechowuje w lodówce i nie twardnieje tak bardzo jak sklepowe, poza tym ma nieporównywalny smak i skład :) Idealnie nadaje się do łączenia z takimi składnikami jak czosnek czy zioła :)
Maślanka jest kremowa i idealna do owocowych koktajli :)

............................................................................

Termomix:
Składniki na 70 gram masła i szklaneczkę maślanki
- 400 ml śmietany 30 %
- Szczypta soli
- pół litra lodowatej wody

Używamy motylka, wlewamy dobrze schłodzoną śmietankę i sól. I ustawiamy obroty na 4, czas ubijania jest zależy od temperatury śmietanki i zajmuje do 2 minut. Gdy masło oddzieli się od maślanki maszyna zacznie wydawać niższy dźwięk. Następnie wyjmujemy motylek wkładamy sitko i odciskamy maślankę. Wlewamy około pół litra bardzo zimnej wody i miksujemy na 4 przez około 10 sekund, dzięki temu wypłuczemy masło. Ponownie przykładając sitko zlewamy resztki maślanki, masło wyjmujemy odciskając je o ścianki tak by pozbyć się wilgoci. Przekładamy do maselnicy i wkładamy do lodówki.


 

6 sie 2013

Lodowe MoreLove

Morele rosną w ogrodzie mej teściowej, w tym roku obficie obrodziły wiec zagarnęliśmy trochę dla siebie, cześć została zamrożona na nalewki ale w taką pogodę nie mogłam się powstrzymać i przygotowałam z nich pyszny sorbet.


Składniki na 2 porcje (Termomix):
- 8 sztuk moreli
- 1 łyżka cukru brązowego
- 1 banan
- świeża mięta do podania
  
Ten prosty sposób na mrożone owoce poznałam podczas pokazu maszyny Termomix W tym przypadku zamiast śmietanki dodajemy banana. Morele myjemy i przepoławiamy usuwamy pestki wkładamy do zamrażarki najlepiej na całą noc. Zamrożone morele wrzucamy do Termomixu i ustawiamy obroty na 6. po kilku sekundach mamy drobno zmielone owoce, dodajemy cukier oraz banan i chwile miksujemy na niskich obrotach, tak by wszystkie składniki połączyły się. Gotowy sorbet podajemy przyozdobiony miętą i obsypany drobnym cukrem.

 Składniki na 2 porcje (Rozdrabniacz z nożem do lodu MMR1501 BOSCH):
- 8 sztuk moreli
- 1 łyżka cukru brązowego
- 2 łyżki śmietanki 30%
- świeża mięta do podania
 
Morele myjemy i dzielimy na ćwiartki usuwamy pestki wkładamy do zamrażarki najlepiej na całą noc. Zamrożone morele wrzucamy do rozdrabniacza z nozem do kruszenia lodu i rozdrabniamy. Na początku moze iść dość opornie, ale owocki spokojnie ulegną. Gdy uzyskamy kawałki wielkości groszku zmieniamy ostrze na tnące dolewamy śmietankę i cukier. Miksujemy chwilę na jednolitą masę tak by wszystkie składniki połączyły się. Lody smakują najlepiej gdy jeszcze przez godzinkę zmrożą się w zamrażarce, ale kto by czekał :)
Gotowy sorbet podajemy przyozdobiony miętą i obsypany drobnym cukrem.

Trele Morele

Hamburgeer in vitro

Śmiać się płakać czy uciekać ? A może to smaczne i etyczne ?

Holenderscy rolnicy, poza tulipanami, kojarzyli mi się do tej pory z młodymi ziemniakami w środku zimy i sałatą prosto z pod świetlówki. Jak widać ich zamiłowanie do pełnej kontroli nad produkowaną żywnością nie ustaje. I choć taki wynalazek, jak mięso spożywcze z próbówki, musiało kiedyś się pojawić, miałam nadzieje że moje oczy, takich rewolucji oglądać nie będą.

''Pierwszy w historii hamburger wyhodowany w laboratorium z komórek macierzystych krowy został zjedzony ! ''



Wiele osób mówi o niesamowitym postępie moralnym, milionach krowich żyć które zostaną uratowane i zakończeniu bestialskiego uboju bydła. Cóż są to zazwyczaj te same osoby które psioczą na ideę GMO, a dla mnie taki burger z próbówki jest właśnie droga w tę stronę, 100% mięsa zero tłuszczyku i pełna kontrola, zero słońca, trawy i smak zbliżony do prawdziwego. Tę technologie można przenieść na inne zwierzęta hodowlane, ryby, kurczaki itd.

Dr Mark Post z hamburgerem stworzonym w laboratorium z komórek macierzystych.
Dr Mark Post z hamburgerem stworzonym w laboratorium z komórek macierzystych. •  
Fot. David Parry / PA Wire
 Z drugiej strony żyjemy w czasach gdy jako mięso, szczególnie w burgerach, podaje nam się COŚ co to mięso ma przypominać. Składa się z mielonych resztek, wypełniaczy i chemii. I tutaj widzę pole do popisu dla hodowlanego mięsa, ale oczywiście będzie to możliwe dopiero gdy stanie się ono tańsze od tego typu ekstra wytworów.

Fot. TOBY MELVILLE REUTERS

 Pytanie kto pierwszy sięgnie po takie mięso? Wegetarianie, hipsterskie knajpy, gwiazdy szklanego ekranu? Na szczęście, na razie koszt wyprodukowania takiego burgera to  250 tys. euro.
Mnie osobiście odrzuca sama myśl, wiem że o gustach się nie dyskutuje, że ogromne hodowle krów produkują więcej gazów cieplarnianych niż samochody. Ale jak będzie wyglądało nasze rolnictwo i dieta gdy taka produkcja stanie się masowa, na etykietach zamiast momu będziemy wypatrywać invitro?

(Foto: David Parry / PA Wire)

A teraz prawda stara jak świat, podobno naszej gwieździe brakuje soczystości i smaku. Jest to dość oczywiste bo nie zawiera ona tłuszczu, który przenosi znaczną cześć smaku mięsa i odpowiada za jego soczystość. A jeśli jesteście entuzjastami bułki z mięsem i mieszkacie w Warszawie to zapraszam do rankingu na najlepsze Warszawskie małe-zdrowsze burgerownie :) A i tak nie ma to jak domowy hamburger z domową bułką.

31 lip 2013

Uczta Lodu i Ognia


 Dziś znajomy uraczył mnie taką oto ciekawostką na rynku książek kulinarnych.

 To książka z przepisami inspirowanymi daniami które pojawiają się w sadze Gra o Tron...

''Chelsea i Sariann

Przysuńcie się bliżej. Jeszcze odrobinę (…). Nachylcie się, to wyszepczę wam do ucha smutną prawdę. Nie potrafię gotować (…).
Po tak długim czasie nie potrafię sobie już przypomnieć, kto pierwszy zaproponował, żebyśmy wydali książkę kucharską z przepisami z moich powieści (…). Sariann i Chelsea podeszły do tematu zgoła odmiennie. Nie napisały do mnie z podpowiedzią, że książka kucharska byłaby fajnym pomysłem. Nie, te dwie dziewczyny zaczęły przyrządzać potrawy opisane w Grze o tron(…). Na cześć pewnego przybytku, w którym dzieją się rzeczy straszne, dziewczyny nazwały swój blog Karczmą na Rozdrożu. W książce to właśnie przed jej drzwiami kołysało się na wietrze truchło powieszonej oberżystki. Mam szczerą nadzieję, że Sariann i Chelsea nie podzielą jej losu; ich jedzenie jest znacznie, znacznie lepsze od podawanego w tamtej karczmie.''

George R.R. Martin, Santa Fe, 21 stycznia 2012

Wydanie: I
Przekład: Łukasz Małecki
Data premiery: listopad 2013
 
Nie wiem czy to kolejny chwyt marketingowy ale myślę że chciała bym mieć te książkę kucharską na swojej półce, sam pomysł jest genialny. Może zainspiruje mnie, innych do przygotowywania potraw wyczytanych na papierowych stronicach ? Mam nawet jednego faworyta, ale o tym dopiero jak się skuszę na taki eksperyment :)

A dla was ? Jaka książka zasługiwała by na adaptacje w waszej Kuchni ?    

Sama ,,Gra o Tron'' zawitała w moim domu jeszcze długo przed serialowym szałem, jako że to mój i męża ulubiony typ lektory. Osobiście po przeczytaniu kilku stron zrezygnowałam, może to nie był mój dzień na książkę, a może do tak G.R.R pisze nie jest w moim typie. Natomiast małżonek pochłania nowe tomy zadowolony że serialowy show przyniósł rozwój serii. Próbowaliśmy wciągnąć się w serial, ale jesteśmy chyba zbyt konserwatywni, duże rozbieżności z książką, które były widoczne nawet dla mnie, po przeczytaniu zaledwie początku pierwszego tomu, zniechęciły nas. Może istotny jest też fakt że nie mamy telewizora i telewizji nie oglądamy. Niemniej jednak wizualnie serial mi się podoba, szczególnie postać Daenerys, do której ze względu na pewne okoliczności przyrody i sokoła u boku, jestem porównywana.   




29 lip 2013

Kurczak na upały

 Gdy za oknem 32 C' w cieniu, odechciewa się jeść i gotować. Ale coś pożywnego o orzeźwiającym smaku i tak zawędrowało na nasz stół. Przypominam i polecam to danie jako lekką zupę gulaszową idealna na letnie obiadokolacje.


Kardamonowo cytrynowy kurczak na upały

 

 Składniki:
1pierś z kurczaka podwójna
2 łyżki olej do smażenia
1/4 łyżeczki chilli
300 gram cebuli
1/2 szklanki jogurtu naturalnego
1 łyżeczka gorczyca
2 łyżki zielona papryka susz w płatki
1 łyżeczka Pieprzu
5 liści curry
1 łyżeczka tymianek
4 ząbki czosnek
300 gram ziemniaki młode
4 łyżki sok z cytryny
2 strąki kardamon



Pierś pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać dwie łyżki ghee lub oleju. Wrzucić kurczaka, dodać do niego chili w proszku i obsmażyć z każdej strony przez około 8 minut. W tym czasie cebulę pokroić w półplasterki.

Kurczaka przełożyć do rondelka a na patelnię wrzucić cebulę i smażyć aż się zeszkli. Wrzucić cebulę do rondelka. Dodać pół szklanki jogurtu naturalnego wymieszanego z trzema łyżkami ciepłej wody. Dodać gorczycę, paprykę, pieprz czarny, liście curry i tymianek. Całość przykryć i dusić przez dziesięć minut.

Ziemniaki pokroić w drobną kostkę i dorzucić do rondelka. Czosnek pokroić w grube plastry i wrzucić razem z ziemniakami. Doprawić solą. Całość dusić około piętnastu minut, aż ziemniaki zmiękną. Odkryć i mieszać odparowując część wody.

Dodać sok z cytryny wymieszać. Podawać posypane zmielonymi ziarnami kardamonu i z podpłomykami.

Smacznego.
Kuchnia indyjska II

Śniadanie na upalne dni

Pogoda jaka jest każdy widzi, aż się jeść odechciewa no chyba że takie coś. Na śniadanko polecam jogurt grecki wymieszany ze świeżymi malinami i morelami, wstawiony do zamrażarki na co najmniej 20 minut. Posypany odrobiną cukru brązowego.



25 lip 2013

Dziki łosoś w pikantnym sosie indyjskim

Jeść dzikiego łososia czy nie ? 

Dziki jest dużo zdrowszy ma w sobie 20% więcej protein i mniej tłuszczu, nie jest naszpikowany antybiotykami, ani hormonami wzrostu. Nie żyje w wylęgarniach chorób jakim są masowe hodowle,
które są dużym zagrożeniem dla jego dzikiej formy. Baseny są wyznaczone na terenie morza, zdarza się ze cześć narybku ucieka do naturalnego środowiska i potrafi tam nieźle zamieszać.

Z drugiej strony należy wybierać tylko certyfikowane firmy które poławiając tę znacznie smaczniejsza dziką rybę, nie niszczą ekologicznego balansu, łowisko powinno być jasno oznaczone na opakowaniu.

Ja miałąm okazje sprubowac dzikiego łososia po raz pierwszy, małe mrożone dzwonka firmy Abramczyk idealnie nadawały się do mojego ulubionego dania. Ryba po rozmrożeniu pachniała bardzo apetycznie na pierwszy rzut oka kolor i wielkość w niczym nie przypominały tego z norweskich hodowli .

Dziki Łosoś w Pikantnym Sosie




Składniki na 6 porcji : 

- 1 kg dzikiego łososia w dzwonkach 
- 3 duże cebule
- 1 pomidor świeży
- 1 puszka pomidorów krojonych
- 200 ml pure pomidorowego z kartonika
- 100 ml mleczka kokosowego
- 8 dużych ząbków czosnku
- 2 łyżeczki startego świeżego imbiru
- 6 plasterków jalepeno marynowanego
- 50 ml oleju

- 1 łyżka kminu rzymskiego ( nie kminku!!)
- 1 łyżeczka kolendry
- 1 łyżeczka gorczycy
- 1/2 łyżeczki kurkumy mielonej
- 1 płaska łyżeczka ostrej papryki
- szczypta garam masala



Kmin, kolendrę i gorczyce rozcieramy w moździerzu, dodajemy kurkumę, chili i garam masala.

Jedną cebulę kroimy w krążki, a pozostałe dwie w kostkę, czosnek i jalapeno drobno siekamy, pomidora kroimy w kostkę.
Na patelni dużej rozgrzewamy olej i smażymy na nim krążki cebuli aż się lekko zezłocą około 3 minuty, dodajemy resztę cebuli, czosnek, jalapeno, imbir i świeżego pomidora, mieszamy i smażymy 5 minut. Dodajemy pomidora z puszki i pure. Zmieszamy ogień i gotujemy przez około 15 minut.
Dodajemy mleczko kokosowe i mieszankę przypraw, mieszamy i na sosie układamy kawałki ryby tak by były lekko przykryte. Przykrywamy i dusimy przez około 10 minut.

Podajemy z ryżem kokosowym i świeżą kolendrą.




Złoty ryż kokosowy

Jest tak smakowity iż trudno oprzeć podjadaniu. Nie jest mdły, ani zdominowany kokosem, tak więc świetnie nadaje się jako dodatek do drugiego dania, szczególnie pikantnego.



Składniki:

- Ryż Basmati 200 gram
- Masło klarowane 2 łyżeczki
- Mleczko kokosowe 200 ml
- Woda
- 1/2 łyżeczki soli
- Kurkuma sproszkowana









W garnku rozpuścić na malutkim gazie połowę masła i wsypać ryż, delikatnie ciągle mieszając podsmażać ryż aż zacznie być jasno biały, co zajmie około 2 minut. Dodać 2 łyżkę masła i delikatnie zrumienić ryż ciągle mieszając przez kolejne dwie minuty. Całość zalać niewielką ilością wody tak by ryż  był przykryty z centymetrowym zapasem. Zamieszać i gotować na wolnym pod przykryciem, często mieszając aby nie przywarł około 8 minut.

Gdy woda znacznie odparuje dodajemy mleczko kokosowe, sól i kurkumę. Gotujemy pod przykryciem do miękkości często mieszając, jeśli jest taka potrzeba dolewamy wodę. Na koniec zostawiamy pod przykryciem ( bez ognia) na około 10 minut. Tak przygotowany ryż jest bardzo aromatyczny i lepki, może być osobnym daniem lub dodatkiem do pikantnych curry.

)

A jeśli szukacie dobrego ryżu polecam ten sklep : 

http://www.skworcu.com.pl/

Malinowe rurki z kremem

Ten deser już samą nazwą kusi, przypłaciłam jego słodycz bolesnym ugryzieniem mrówki, ale czego się nie robi dla soczystych malin prosto z krzewu.






Ciasto kruche :

-150 gram mąki
-50 gram masła
-50 gram serka homogenizowanego naturalnego
-1 jajko
-szczypta soli
-1 łyżka cukru pudru
-1/2 łyżeczki skórki z cytryny
-1/2 łyżki soku z cytryny

Krem:


-200 ml śmietanki 36%
-200 ml serka homogenizowanego naturalnego
-Pół szklanki cukru pudru
-Ewentualnie  łyżeczka śnieżki do ubijania śmietany

Dwie garści świeżych malin

Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy zimne masło i siekamy i mieszamy nożem, jak najkrócej uzyskując konsystencje bułki tartej. Dodajemy resztę składników i delikatnie zagniatamy do uzyskania jednolitego błyszczącego ciasta. Formujemy w spłaszczony krążek i zawijamy w folie spożywczą po czym wkładamy do lodówki na co najmniej godzinę.
W głębokiej misce śmietankę mieszamy z serkiem, i ubijamy mikserem przez około 5 minut następnie stopniowo dodajemy cukier ze śnieżką i ubijamy na gęsta masę. Dodajemy maliny, zostawiając kilka sztuk do dekoracji, całość delikatnie chwile miksujemy aż krem zrobi się różowy. Wstawiamy do lodówki.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, blaszki do rurek smarujemy masłem. Można tez pomiędzy ciasto i formę użyć papieru do pieczenia.
Wyciągamy ciasto i rozwałkowujemy na placek o długości około 30 na 30 cm i grubości 3mm. Tniemy ciasto w paski o szerokości 3 cm i długości 30, każdy pasek nawijamy na blaszaną formę zaczynając od cieńszego końca. Przy zawijaniu ciasto musi odrobinę zachodzić na siebie, i nie dochodzić do samego końca bo będzie nam trudno wyjąc formę.

Zawinięte rurki wkładamy na blasze do nagrzanego piekarnika na około 15 minut aż ładnie się zrumienią. Po tym czasie wyjmujemy je  i uwalniamy z foremek zanim do końca zastygną, i zostawiamy do przestygnięcia. Krem malinowy przekładamy do rękawa cukierniczego, strzykawy , lub po prostu woreczka foliowego ze ściętym rogiem, do każdej rurki wyciskamy porcje uważając by krem dotarł do samego końca, przyozdabiamy malinami i posypujemy cukrem pudrem.

22 lip 2013

Tajemnice JOSTY

Tajemniczo brzmiąca Josta, to propozycja dla niezdecydowanych, wiec jeśli nie wiesz co lubisz bardziej, czerwony agrest czy czarną porzeczkę ? Ta roślina jest właśnie dla Ciebie :)

Owoce ma jędrne, matowe, wielkości zbliżone do agrestu, kolor czarnej niemal purpury, miąższ zielonym jędrny, smak mają słodko kwaskowaty zbliżonym do jagody.
 Krzew jest wysokości dorosłego człowieka bez kolców, bardzo gesty i zielony o liściach podobnych do porzeczki. Na jednej gałązce, zebrane w grona, dojrzewają w rożnym tępię owoce, nie mają tendencji do opadania, można więc zbierać je gdy wszystkie dojrzeją .
Roślina powstała około 1950 r. w Instytucie Max-Planck w Niemczech jako skrzyżowanie agrestu i czarnej porzeczki, nie martwcie się nie jest to g.m.o. natura zna wiele takich krzyżówek od choćby nasze truskawki.

Wartości odżywcze:
Surowe owoce zawierają duże ilości :

Witaminy C, 
Prowitaminy A, 
Kwasów organicznych,
Soli mineralnych
Antocyjanów 
Pektyn

Z całego tego koktajlu najcenniejsze dla naszego zdrowia są owe antocyjany, związki chemiczne z grupy flawonoidów, oddziałujące bardzo korzystnie na  krążenie, wzrok, pamięć, no i oczywiście o właściwościach antyrakowych.



Ciasto kruche :

-300 gram mąki
-100 gram masła
-100 gram serka homogenizowanego naturalnego
-1 jajko
-szczypta soli
-2 łyżki cukru pudru
-łyżeczka skórki z cytryny
-łyżka soku z cytryny

Krem:

-200 ml śmietanki 36%
-200 ml serka homogenizowanego naturalnego
-Pół szklanki cukru pudru
-Ewentualnie  łyżeczka skrobi ziemniaczanej

Oczyszczone, umyte i schłodzone owoce porzeczkoagrestu JOSTA.

Mąkę przesiewamy na stolnicę, dodajemy zimne masło i siekamy i mieszamy nożem, jak najkrócej uzyskując konsystencje bułki tartej. Dodajemy resztę składników i delikatnie zagniatamy do uzyskania jednolitego błyszczącego ciasta. Formujemy w spłaszczony krążek i zawijamy w folie spożywczą po czym wkładamy do lodówki na co najmniej godzinę.

W głębokiej misce śmietankę mieszamy z serkiem, i ubijamy mikserem przez około 5 minut następnie stopniowo dodajemy cukier i ubijamy na gęsta masę. Wstawiamy do lodówki.

Piekarnik rozgrzewamy do 230 stopni, blaszkę do tarty smarujemy masłem i oprószamy mąką
Wyciągamy ciasto i rozwałkowujemy na około 5mm, wykładamy nim blachę, całość mocno nakłuwamy. Wstawiamy do piekarnika na 15 minut.

Wyjmujemy upieczony spód i pozwalamy mu całkiem ostygnąć, smarujemy kremem i obsypujemy bogato owocami. Podajemy zimne najlepiej w ogrodzie lub na balkonie :)




21 lip 2013

Noc pożeraczy śledzi w Rewalu

Brakowało mi wspólnego bogatego gotowania z mężem, od czasu remontu kuchni nie mieliśmy okazji, dzięki po Grunwaldzkiemu odpoczynkowi zregenerowałam siły i wracam do pisania. Część wakacji już za nami, co by nie mieć zbyt wiele zaległości zostawionych na koniec, zacznę o tym co już ciekawego się wydarzyło.

W zabawie z historią, jeśli tylko trafimy na odpowiednią publikę i gospodarzy, dzielenie się wiedzą jest bardzo przyjemne. Tym bardziej dzielenie się zapachem i smakiem dawnych potraw daje mi dużo satysfakcji. 

Nasza przyjaciółka Kasia, zaproponowała nam organizację pokazu średniowiecznych kulinariów i wędzenia. Oferta wakacyjna bo nad morzem niedaleko mojej rodzinnej miejscowości. Jako że męża mam obrotnego, specjalnie na te okazje sklecił nam śliczna drewnianą wędzarnie i stolik, oczywiście bez użycia gwoździ (bo w średniowieczu drewno z drewnem gwoźdźmi tylko partacze łączyli ) Przygotowaliśmy specjalne menu u gospodarzy zamówiliśmy składniki i ruszyliśmy nad morze do Rewala na  Noc pożeraczy śledzia czyli XII święto śledzia !

No dobrze czy wszystko już mamy ?

MENU:
- Zupa rybna na białym winie z wędzonym twarogiem.
- Flądra wędzona olchą i bukiem.
- Przysmak Ryszarda II czyli pączusie ziołowe.
- Rycerskie bakalie w glazurze.
- Wędzone sadło nacierane czosnkiem.
- Biały twaróg, ziołowy, czosnkowy i pieprzny, na złoto wędzone.

Do wędzenia na miejscu miały na nas czekać tytułowe śledziki, ale fantazja gospodarzy poniosła i dostaliśmy jako małe rybki, przepiękne flądry. Tylko jak tu się zabrać do ryby która ma wszystko ''tył na bok ''. Ryba była tyko częściowo wypatroszona, wiec za namową okolicznego rybaka pozbyliśmy się też ,,nerki'' i innych zbędnych bebeszków. Nie było to łatwe bo skóra flądry jest bardzo ostra a jej dziwaczna budowa anatomiczna niczego nie ułatwia.Flądra wylądowała w świeżej solance i czekała na swoja kolej do powieszenia na wędzarniczych haczykach, jest to dość drastyczne bo należny przekłuć się zaraz za oczami by mięso nie spadło podczas wędzenia. W ciepłym dymie delikatna i aromatyczną potrawę mamy po około półtora godzinie.  
Myślałam sobie, że cywilizowany bywalec nadmorskich kurortów, nie sięgnie po wędzony ser czy słoninę bez papierowego talerzyka i plastikowych widelcy. Prawda była taka, że wszyscy woleli wyciągać nam dosłownie z pod noża, skrawki naszych przysmaków, a niehistoryczna zastawa ledwo była w użytku




Dzieciaki najbardziej upodobały sobie Rycerskie karmelki, które przygotowała Kasia. Przepis przywędrował z Andaluzji. Był istnym rarytasem na bogatych dworach, ze względu na cenę cukru trzcinowego w tamtych czasach.


















Jednym z punktów festiwalu była konkurencyjna, do naszej zupa rybna. Przygotowywana w skromnym ganeczku o pojemności 5 000 litrów. Musze przyznać, że choć było to cudo bardzo współczesnej techniki, zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

Na osobnym niepozornym palenisku bulgotała sobie nasza rybna i po uśmiechach turystów wnioskuje że jak najbardziej smakowała. Mimo tak spektakularnej konkurentki  :)




Praca wre wędzarnia dymi odpowiednie nakrycia głowy są :)

Pracy mieliśmy co niemiara, do późnego zmroku. Mimo ogromu atrakcji i innego darmowego jedzenia, nasze stoisko budziło duże zainteresowanie, a jedzenie znikało w oka mgnieniu.
Pachnący dymem, najedzeni i przyjemnie zmęczeni, wyjechaliśmy zanocować u moich rodziców, niosąc w darze, skrzynkę wędzonych śledzi od gospodarza imprezy :)




20 lip 2013

Chałwa marchewkowa

Indie to kraina smaków która na zawsze odmieniła moją kuchnię, zgłębiając jej tajemnice coraz chętniej sięgam do słodkości. Tym razem skusiłam się na kontrowersyjnie brzmiąca chałwę marchewkową, czyli test nowej patelni i ukoronowanie indyjskiego obiadu.


Chałwa z Marchewki 

Składniki na 5 porcji :
-333 gramy marchewki
-333 ml mleka
-33 gramy masła klarowanego
-33 gramy  migdałów
-33 gramy rodzynek 
-83 gramy cukru pudru
-Pół łyżeczki nasion kardamonu zmielonych
- 5 gałek lodów waniliowych
- Szczypta amchoor (sproszkowane mango)





Migdały rozkruszyć w moździerzu na duże kawałki, nasiona kardamonu zmielić na proszek, lub użyć gotowego proszku.

Marchewkę obrać i zetrzeć na małych oczkach, na patelnie wlać mleko i wrzucić marchew. Gotować do miękkości na małym ogniu,  do odparowania mleka ciągle mieszając około 10 minut. Następnie dodać masło i smażyć około 8 minut aż  marchew zacznie się rumienić i przypiekać. Wsypać cukier i ciągle mieszając odparować wilgoć, po około 8 minutach gdy marchewka stanie się sucha wsypać migdały rodzynki i kardamon smażyć 3 minuty.  Ciepłe przełożyć do miseczek udekorować lodami i posypać sproszkowanym mango.  

1 lip 2013

Gaumarjos opinia - na KEN

Mieszkam bardzo blisko, a o knajpce dowiedziałam się oczywiście z Kuchennych rewolucji, mam znajomych pochodzących z Gruzji ta kuchnia mnie fascynowała, zawsze chciałam jej spróbować. 

W poniedziałek około 19 choć było pełno, nie mieliśmy problemy z dostaniem stolika, zapewne bywa to trudniejsze, bo kelnerka od razu zapytała nas czy mamy rezerwacje. Obsługa biegała miedzy stolikami jak małe parowozy, przy tym tempie nie zapominali o uśmiechu i ogólnie bardzo dobrze ich oceniam.

Porcje duże i jedzenie smaczne, nie za tłuste nie za słone, małe menu ale sensownie skonstruowane. Muzyka w tle nie przeszkadzająca.

Zamówiliśmy :

Roladki z bakłażana
z super farszem, posypane naszą lubiona kolendrą, troszkę biednie wyglądały dwa ziarenka granatu, ale przystawka była pyszna i jak za 3,50 duża.

Chaczapuri. Placek jest na cały talerz, smaczny i nie za tłusty. Wypełniony jednym rodzajem słonego sera, przyjemnie podpieczony z sosem pomidorowym nabiera pełni smaku. Jest to danie proste i idealne na przystawkę dla 2 osób. cena 17zł

Chinkali. Pierożki bardzo duże 4 sztuki to zdecydowanie porcja dla głodomora, farsz delikatnie doprawiony ale nie nudny, ciasto mięciutkie, słonawe i smaczne. Miałam wrażenie że są troszkę rozgotowane. I mogły by być mniejsze tak by można je było zjeść na raz, by cenny rosołek nam nie uciekł. Ale i tak sobie z nimi poradziliśmy.

''Lemoniada''.
Tu troszkę się zawiodłam, gdy usłyszałam ile jest dostępnych smaków byłam pod wrażeniem. Tyle tylko że spodziewałam się lemoniady, może nawet przygotowanej na miejscu, a za miast tego dostaliśmy butelkowaną oranżadę. Zamówiłam gruszkową i w smaku przypominała mi taką z dzieciństwa, którą się wypijało na podwórku, ale mimo nazwy lemoniadą to nie było i choć z Gruzji to 12 zł to dość dużo jak za taki napój.

Piwa nie miałam okazji spróbować ale miało ładny zapach i podobno było dobre.   

Niestety ogromny minus za :

Odpadającą farbę wiszące kable i pajęczyny. Ustawienie stolików do przemyślenia, stoliki na zewnątrz raczej nie zapraszają, dużo lepiej z wyglądem ogródka radzi sobie niedaleko mołdawska knajpka. Wnętrze malutkie, ale nie było by tak źle, gdyby nie wszystkie nie doróbki, mąż podziwiał napis za moimi plecami który był najpierw krzywo napisany ołówkiem, potem 2 razy poprawiany, i nadal zostawiony ze szkicem w tle. W telewizji wszystkie fototapety i detale wyglądają przyjemnie, na żywo ma się wrażenie że to się po prostu rozpadnie zaraz i nikt nie ma czasu tu ogarnąć.

Wrócimy tam jeszcze skosztować innych dań, ale jeśli stan techniczny się nie poprawi to raczej stałymi bywalcami nie będziemy.

A dania tej kuchnia mam nadzieje nauczyć się przygotowywać sama :)

17 cze 2013

Czarny bez, a jednak z ...

Tak, ten przepis wymaga poświęcenia najlepiej nie naszego :D
Najpierw wybieramy dorodną kępę kwiatów czarnego bzu umieszczoną daleko od drogi i zanieczyszczeń cywilizacyjnych, w moim przypadku było to strome zbocze zamkowej fosy w Czersku. Spędzamy miły wieczór przy winie lub piwie z ukochaną osobą w okolicy... a gdy nasz bohater zacznie się nieco rumienić, prosimy o Rycerski wyczyn :D Czyli zdobycie dorodnych rozwiniętych białych kwiatów bzu.. Poziom trudności należny wybrać według własnego upodobania, no i nie przesadzać z trunkami bo jeszcze przyniesie nam konwalie, należy uważać by kwiatów nie gnieść, bo czernieją :)

A w nagrodę na śniadanie możemy zaserwować takie oto leciutkie naleśniki kwiatowe.


Więcej o tym jak wykorzystać  Czarny Bez dla naszego zdrowia przeczytacie tutaj drogadosiebie.pl 

Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym: 

Składniki:

- Bukiet kwiatów czarnego bzu ( około 10 kwiatów)
- Cukier puder
 - nożyczki

na ciasto :

- 2,5 szklanki mąki 450 pszennej
- 1 jajko plus, 1 żółtko
- 2 szklanki mleka
- 2 łyżki cukru
- 1/4 łyżeczki soli
- łyżeczka masła klarowanego


Moje ciasto na naleśniki jest bardzo gęste, ale dzięki temu gdy chcemy by było grubsze pięknie wyrasta, jest chrupiące na brzegach i przepięknie złociste. Mam taki sposób że gdy kropla upuszczona na paznokieć nie ścieka to ciasto jest idealnej konsystencji :)

Kwiaty oddzielamy od liści, ale zostawiamy każdy kwiatostan z kawałkiem łodyżki, dzięki czemu będzie nam je wygodnie maczać w cieście.  Przeglądamy w poszukiwaniu nadmiarowego ,,białka'' możemy je delikatnie przepłukać i osuszyć.  

Mleko, cukier, sól i jajka przelewamy do miski, dodajemy najlepiej przesianą mąkę, delikatnie mieszamy. Następnie miksujemy mikserem lub blenderem z trzepaczką, na jednolita masę bez grudek.

Łapiąc za ogonki zamaczamy kwiaty w cieście.

Na patelni rozpuszczamy masło klarowane, staramy się by rozpłynęło się po całej patelni. Na rozgrzaną patelnie wlewamy niecałą chochelkę ciasta  i szybko rozprowadzamy je na brzegi obracając patelnie, można sobie też pomóc zgarniając jeszcze niezastygłą warstwę łopatką. Pierwszy naleśnik służy nam ,,przepaleniu'' patelni i sprawdzeniu ciasta, dzięki temu nadmiar tłuszczu wsiąknie w ten pierwszy naleśnik. Gdy brzegi zaczynają delikatnie odchodzić przewracamy na chwilkę placek i  zdejmujemy go z patelni.

Jeśli z ciastem wszystko było ok, wrzucamy na patelnie nasze kwiatki trzymając za ogonki, możemy je przenieść na chochelce, aby wszędzie nie kapać :)
 Po chwili, na patelni odcinamy ogonki i obracamy placuszki delikatnie dociskając. Pozwalamy im się ściąć z drugiej strony i zdejmujemy je z na papierowy ręcznik. Przygotowujemy w ten sposób pozostałe partie placuszków.

Kwiatowe przysmaki możemy posypać cukrem pudrem lub migdałami najlepiej smakują ciepłe podane z arbuzem lub truskawkami :)




Wikipedia ,, Kwiaty Czarnego bzu uznawane są za surowiec zielarski, działają moczopędnie, napotnie, przeciwgorączkowo, wykrztuśnie, a zewnętrznie także przeciwzapalnie. Napary z kwiatów są używane przy przeziębieniach, do leczenia różnego rodzaju nieżytów i stanów zapalnych dróg oddechowych i chorób reumatycznych. Zewnętrznie naparami z kwiatów przemywa się skórę przy zapaleniach skóry, wypryskach skórnych i oparzeniach, płucze jamę ustną i gardło przy stanach zapalnych oraz przemywa oczy przy zapaleniu spojówek. Napary z kwiatów bzu czarnego przy przeziębieniach mają wielokrotnie silniejsze działanie, niż napary z lipy. Kwiaty bzu czarnego  są używane do zmniejszenia bólów menstruacyjnych. Dawniej kwiatów używano do pobudzenia laktacji u kobiet karmiących.

Spożywanie surowych niedojrzałych owoców może być szkodliwe, występuje w nich sambunigryna i sambucyna, które dla ludzi w większych ilościach mogą być szkodliwe. Jednakże wyższa temperatura, gotowanie czy smażenie usuwa ich niekorzystne własności.''
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...